Przejdź do treści

dodano do ulubionych

usunięto z ulubionych

Coś poszło nie tak! Wystąpił problem. Spróbuj ponownie

Twoje konto jest właśnie tworzone

Twoje konto zostało pomyślnie utworzone i jesteś teraz zalogowany

Zalogowałeś się pomyślnie!

Twoje konto zostało pomyślnie utworzone, ale nie mogliśmy zalogować Cię automatycznie

Jesteś wylogowany

Poeta figur

Dzieła Arona Demetza mają subtelną ekspresję. Aby osiągnąć ten efekt artysta rozpoczyna tworzenie każdej postaci od jednego słowa.

Ten, kto przekracza próg atelier Arona Demetza, staje twarzą w twarz z wieloma postaciami naturalnej wielkości, przypominającymi ludzi, wykonanymi z drewna, brązu i gipsu, oblanymi żywicą, zwęglonymi czy poszarpanymi. Obok leżą pnie drzew i ogromne bryły korzeni. W tej scenografii Aron Demetz pracuje nad nowa rzeźbą. Krótkimi, precyzyjnymi pociągnięciami szpachelki modeluje warstwę białego gipsu nad czarnym jak węgiel drewnem. Wygląda to zupełnie jakby biała figura miała chronić zwęglone, drewniane popiersie.

Aron Demetz wyróżnia się w czołówce światowych rzeźbiarzy. Najchętniej tworzy w swoich ojczystych stronach, w Val Gardena w Południowym Tyrolu. Czy widoczne jak na dłoni, potężne masywy Dolomitów stanowią dla niego inspirację? Aron Demetz z wahaniem kręci głową: „Z pewnością krajobraz ma jakiś wpływ, ale człowiek odbiera to nieświadomie. Góry w Val Gardena to rodzaj rzeźb, po prostu samodzielnych form, istniejących w otoczeniu.” Czy jako artysta może konkurować z naturą?

„Kiedy wychodzę na zewnątrz, wszystko co robię zdaje się bez sensu. Zderzenie z potęgą gór jest powalające, bo jako artysta zdajesz sobie sprawę z własnej niemożności. Dlatego wolę przebywać w swoim małym świecie, gdzie sztuka nabiera znaczenia i odgrywa jakąś rolę”, mówi Aron. Poza tym następuje tu konfrontacja z bogatą tradycją snycerstwa w Val Gardena. „Dawniej w co drugim domu w tym regionie była pracownia snycerska. Od dziecka miałem tę świadomość.”

Dolina bożych snycerzy

Za sprawą wielowiekowej tradycji tego rzemiosła, zwłaszcza jego roli w sztuce sakralnej, dolina Val Gardena zyskała przydomek „doliny bożych snycerzy”. Aron Demetz również ukończył zawodową szkołę rzeźbiarstwa w Val Gardena i wyrzeźbił mnóstwo postacji Chrystusa i Madonny. „Ale nadszedł taki moment, kiedy musiałem zdecydować, w jakim kierunku iść dalej. Nauczyłem się techniki rzeźbiarskiej i wcale nie chciałem, czy też nie potrzebowałem się odciąć od korzeni, bo praca z drewnem mi się podobała.” Świadomie wybrał sztukę, poszukał drogi, która zdawała się być dla niego dobra: „Tym samym, otworzyłem tak jakby inne drzwi, nawet jeśli koniec końców zostałem w tym samym temacie. Ale zmienił się przekaz.”

Ludzka postać w centrum uwagi

Szybko znalazł sposób wyrazu. „Postacie zawsze były bliskie mojemu sercu. To nie było takie proste, bo wiązało się z ryzykiem zaszufladkowania w kategorii sztuki figuratywnej i mogło się okazać niekorzystne. Ale uparłem się na to, bo postacie były dla mnie ważne.” Trzymając się podjętej decyzji, zapisał się do Akademii Sztuk Pięknych w Norymberdze, kiedy sztuka figuratywna zdawała się być passé. Jak sam podkreśla: „Nie uznawano nas nawet za osobną klasę. Dopiero po 2001 roku rzeźba figuratywna wróciła do łask i zyskała poważanie.”

Sztukę Arona Demetza definiuje subtelny dialog postaci z obserwatorem. Dzieła tego powściągliwego artysty są poszukiwane na całym świecie. Ale to nie zaburza jego wewnętrznego spokoju. Skromnie mówi: „Sprawdziłem, jak współdziała postać z ideą. Składa się na to wiele elementów, które trzeba zebrać w całość, to jest zawsze intrygujące i to mi się podoba.

Krew drzew

Postacie stworzone przez Arona Demetza stoją nieruchomo, ale mają przeszywające spojrzenie. Artysta tłumaczy, dlaczego tak jest: „Od samego początku chodziło mi o spokojne spojrzenie przenikające do wnętrza. W ten sposób postać wchodzi w dialog z obserwatorem. Kiedy nie da się tak prosto określić, co wyraża dana twarz, wówczas postać zajmuje nas na dłużej.”

Patrząc w oczy tym antropomorficznym zastygłym dziełom można się poczuć wręcz niekomfortowo. Demetz zna to uczucie, zwłaszcza w przypadku figur, których twarz jest pokryta żywicą. „Przychodzący tu ludzie mówią w pierwszej chwili, że te postacie przypominają rozkładające się ludzkie ciała. Ale kiedy przychodzą ponownie, kierują się właśnie ku tym postaciom, bo nie dają im one spokoju.” Jako artysta korzystający z piły rani drzewo, a żywica – „krew drzewa” – staje się opatrunkiem, drugą skórą.

Dlaczego Aron Demetz opala swoje rzeźby

Po eksperymentach z żywicą Aron zaczął celowo opalać rzeźby. „Sama postać przestała być najważniejsza, na pierwszy plan wysunęła się idea kruchości: po opaleniu zostają tylko fragmenty, detale giną w ogniu, ale sam szkielet zostaje. Chodzi mi właśnie o to, żeby stale iść naprzód. Żywica leczy rany, na fundamentach można budować od nowa, a z martwego pnia drzewa mogą wyrosnąć grzyby – to cała opowieść o życiu.”

Nawet rzeźbiarz potrzebuje czasem robota

Na środku pracowni stoi postać chłopca bez gałek ocznych. Powierzchnia postaci jest miejscami gładko wyszlifowana, reszta pokryta jest długimi strużynami, które wyglądają jak nieposkromione owłosienie. „Kiedy uczyłem w szkole w Carrarze, mieliśmy w klasie maszynę do wykonywania frezów 3D w marmurze. Spróbowałem poddać takiej obróbce drewno i opracowałem sposób zdzierania powierzchni, w wyniku którego powstawały coraz dłuższe strużyny imitujące owłosienie. Uświadomiłem sobie wówczas jedno: maszyna ma sens tylko wtedy, kiedy pomaga mi osiągnąć w sztuce zamierzony wyraz.”

Inspiracja z natury

 

Impulsem było drzewo porośnięte mchem od północnej strony. „Zafascynowała mnie idea jasnej i ciemnej strony postaci. Przejście od owłosienia do wypolerowanych miejsc znów wiąże się z pojęciem drugiej skóry. Natchnienie zrodziło się z obserwacji przyrody, a w pracowni dodaję do tego coś od siebie. Zwykle ma to oczywiście związek z tobą jako artystą”, zdradza Demetz. I tak artysta tworzy zmieniając technikę i materiał średnio co dwa, trzy lata.

Na początku jest słowo

Postacie Arona Demetza nie biorą początku z materiału, ale od słowa. Kiedy objaśnia ten zaskakujący szczegół swojej pracy w jego oczach widać błysk. „Słowa są abstrakcyjne i nie mają zdefiniowanego kształtu. Można je więc różnie interpretować. I to jest wspaniałe, bo przez pewien czas nie wiadomo, jak postać będzie dokładnie wyglądała.” Od dawna nie robi już dokładnego rysunku, bo jak mówi: „Sam proces myślowy przed przystąpieniem do pracy coraz bardziej się wydłuża, samo wykonanie idzie potem sprawnie. Staram się, aby na koniec w mojej pracy było jeszcze coś z tego początkowego słowa. Oczywiście można też pracować z materiałem spontanicznie. Czasem po tym słowie nie ma śladu, ale sam proces jest dla mnie ważny.”

Postacie jako obraz życia

W 2018 roku, kiedy Aron Demetz przygotowywał swoją wystawę w muzeum archeologicznym w Neapolu, tym słowem były „fragmenty”. Swoje prace wyeksponował pośród antycznych greckich i rzymskich posągów i wielu zniszczonych rzeźb. „Jako współczesny artysta chciałem odbudować coś z fragmentów, odnowić. Negatywy, takie jak na przykład odciski stóp, symbolizują przeszłość, natomiast pozytywy to symbol teraźniejszości. Powstaje pewna przestrzeń w czasie, w której rodzą się historie.”

Takie, jak historia rzeźby, nad którą właśnie pracuje: podczas opalania figura się przełamała i dłuższy czas leżała w magazynie. Teraz artysta z Val Gardena buduje ją od nowa. Jak sam wyjaśnia: „Gips jest słabym materiałem. A jednak może podtrzymać postać, podobnie jak w medycynie chroni złamaną nogę.” Kruchość, wyniszczenie, uzdrowienie to opowieść o życiu.

Tekst: Marlene Lobis
Zdjęcia i materiał wideo: MINT Mediahouse
Data publikacji: 2019 – w serii Was uns bewegt

Accommodation image
Finish your booking for
Accommodation name
0  room rooms Not selected Bez płyty Śniadanie Częściowe wyżywienie Pełne wyżywienie Wszystko w cenie
Total price: 0 €
(incl. VAT / excl. local tourism tax)