Byłem całkiem przystojny
24.11.2011
To było ponad 5 tys. lat temu. Pewien człowiek wdrapał się na sam szczyt lodowca Val Senales/Schnalstal (dziś w Południowym Tyrolu na północy Włoch) i prawdopodobnie został zabity przez wroga. Całkowicie przez przypadek w 1991 r. właśnie w okolicy lodowca znaleziono zmumifikowane ciało. Zostało odsłonięte przez kolejne warstwy topniejącego śniegu i lodu, a zobaczyła je przechodząca para turystów.
Wraz z mumią świetnie zachowały się ubrania i ekwipunek. Ale jeszcze większą sensacją jest to, że naszemu magazynowi udało się przeprowadzić wywiad z Ötzim – jedynym tak dobrze zachowany europejskim Człowiekiem Lodu. Strój, wyposażenie i miejsce, gdzie go odnaleziono, wskazują na to, że Ötzi był prekursorem śnieżnych sportów.
Ötzi, sporo lat minęło od czasu, gdy żyłeś?
Oj tak… ponad 5 tysięcy. Żyłem ok. 3300 r. p.n.e. Nie było jeszcze wtedy Stonhenge w Anglii, a piramidy w Gizie miały powstać dopiero za 600 lat. W Europie właśnie nastawała epoka miedzi. W krajobrazie dominowały lasy i bagna, gdzieniegdzie tylko były ludzkie osiedla połączone drobnymi, wydeptanymi ścieżkami. W każdej wiosce żyło od 30 do 60 ludzi zajmujących się hodowlą zwierząt i rolnictwem.
Po co wszedłeś aż tak wysoko? Może chciałeś sobie poszusować?
Przez Alpy prowadziło wiele handlowych szlaków. Dla nas przemarsz przez wysokie góry nie był jakimś wyczynem. Szukaliśmy tam miedzi, a latem wypędzaliśmy na hale nasze owce i kozy. Nawet dziś pasterze z Val Senales prowadzą swoje stada przez austriacką granicę do wyżej położonych pastwisk. Tego feralnego dnia szedłem taką samą drogą.
Na lodowcu musiałeś mieć narty, a może jeszcze wtedy nie istniały?
Pierwszymi nartami posługiwano się już w Rosji ponad 8300 lat temu. Kiedy ja żyłem, Skandynawowie używali ich jako najlepszego i najtańszego środka transportu. Ja ich nie miałem, za to nosiłem świetne zimowe buty. Wnętrze dla izolacji i ciepła wyścielone było sianem, z zewnątrz chroniła je mocna cielęca skóra.
A twój zimowy strój?
Według ówczesnych trendów strój miałem „na czasie”: fantazyjnie zapinany płaszczyk do kolan z koziego i jeleniego futra, na głowie niedźwiedzia czapka, która chroniła mnie przed zimnem i wiatrem, a na nogach seksowne legginsy z kozy, które zapewniały mi swobodę ruchów.
Rzeczywiście brzmi trochę jak ciuch w modnym włoskim stylu…
Tak też o mnie mówią naukowcy. Przyznaję bez zbędnej skromności, że byłem całkiem przystojnym i eleganckim facetem. Krajanki z okolicznych wiosek wręcz mdlały na widok moich piwnych oczu i brązowych, długich do ramion włosów. Miałem ze 160 cm wzrostu i ważyłem ponad 50 kilo. Nie odstawałem tak bardzo wyglądem od dzisiejszego przeciętnego Włocha (śmiech).
Dobry żart! Ale skąd wiesz, jak wyglądają dziś Włosi?
Od kiedy trzymają mnie w specjalnej lodówce w Muzeum Archeologicznym w Bolzano/Bozen, wyostrzył mi się dowcip. Leżę tam i przez duże okno patrzę na zwiedzających, a oni na mnie. Uwierzcie: zdarzają się o wiele dziwniejsze typki niż ja!
(Zródło: Magazyn Południowy Tyrol Zima 2011/2012)


